O nas

Ta historia o której chcę Państwu dzisiaj opowiedzieć nie wydarzyła ani za siedmioma górami, ani za siedmioma morzami, ani w żadnej innej mniej bądź bardziej bajkowej przestrzeni. Nie ma w niej też ani przystojnego księcia, ani księżniczki zamkniętej na cztery spusty w niedostępnej wieży. Nie ma też czarów i nie ma magii. Są za to ludzie . Ludzie z krwi i kości . Ludzie stąd, górale z Glinki i z Ujsół. Ale nie tylko oni. Bo są tez i inni. Ci  napotkani w drodze nieraz jakby przypadkowo. Ta krótka historia będzie więc o nich, o ludziach. O ludziach nazwanych z imienia i nazwiska, ale i o takich, których imion dziś już nikt nie pamięta. Zapraszam więc do tej krótkiej opowieści właśnie o nich. Bo to nie kto inny jak tylko właśnie oni pisali historię tego oto miejsca, które dziś przychodzi nam dumnie nazwać Geo-Park Glinka w Ujsołach.

Jak to zwykle bywa i ta nasza historia zaczęła się zapewne w sposób najzupełniej zwyczajny i banalny. Ot uparty góral kopnął sobie w ziemię raz i drugi i odkrył ze zdumieniem, że choć wszędzie wokół twardo, to tu w tym miejscu jest jeszcze twardziej niż gdzie indziej. Inny by na tym stwierdzeniu może i poprzestał, ale nie nasz dzielny góral. Ten jak już zaczął raz kopać, to nie poprzestał aż wykopał taką dziurę , o której nie tylko i mówiono, ale i pisano.   Pierwsze takie zapiski pochodzą z roku 1927.

Z roku na rok kamieniołom Glinka rozkręcał się coraz bardziej a jego złota era przypadła na lata 60, 70 i 80 ubiegłego wieku, kiedy to stał się największym przedsiębiorstwem w okolicy. Poza piaskowcem magurskim wydobywanym, kruszonym i wywożonym stąd dawał naszym góralom przede wszystkim chleb. Na palcach jednej ręki można by bowiem zliczyć te rodziny z Ujsół, z których ktoś tutaj nie pracował.

Jako że każdy kij ma swoje dwa końce, to i to nasze wielkie kopanie musiało się w końcu kiedyś skończyć i to skończyć tym czym się niestety skończyło, czyli wielką dziurą w ziemi. I tu góral się zafrasował nie na żarty: co z tą ziejącą dziurą w ziemi począć . Zwłaszcza, że żadna z firm nie kwapiła się do rekultywacji tego zdegradowanego obszaru, który już swoim zasięgiem obejmował wcale pokaźny bo ponad 4 hektarowy kawałek ziemi. Powszechnie wiadomo, że góral jak ma trochę czasu to Se siadzie, a jak tego czasu ma jeszcze trochę więcej to se nie tylko siądzie , ale i przy tym siedzeniu się nawet rozmarzy i rozczuli. No i oczywiście sypnie pomysłami jak z rękawa. Ja tych pomysłów państwu oszczędzę odnotowując jedynie te najbardziej ekstremalne: wysypisko śmieci lub amfiteatr.

Więc jak utrzymywał pewien klasyk znalezienie na niego paragrafu jest już tylko kwestią czasu. Uniwersalizm tego bezcennego dla ludzkości odkrycia sprawdził się co do joty również i u nas w Glince. Toteż statystyki sądowe odnotowały, iż w latach 1998-2001 zawisła na wokandzie sprawa kamieniołomu w Glince, w której oskarżonymi zostali m.in. były wicestarosta żywiecki, obecny wójt gminy oraz kilku lokalnych biznesmenów. W tych właśnie latach również i media dość skrupulatnie i raczej na bieżąco informowały opinię publiczną o aferze w kamieniołomie, bo pod takim właśnie tytułem o tej sprawie niestety pisano. Gwoli kronikarskiej ścisłości i z pewnym ubolewaniem zauważyć  należy, iż podwójny wyrok uniewinniający w tejże sprawie umknął niestety ich uwadze.

Choć myślenie w cieniu paragrafów do zajęć zbyt komfortowych nie należy , to jednak innego wyjścia nie było, bo zegary zaczęły już powoli acz nieuchronnie odmierzać czas do otwarcia unijnego skarbca.

Nie do jednej nie do dwóch , ale do wielu głów. Ten szepnął, tamten doradził, jeszcze inny pokazał kaktusa na ręce. O, taaki mi urośnie. Ale to z tych właśnie debat, sporów a nawet i z tych pukań w czoło zaczął się rodzić ten piękny , bo po części szalony i niedorzeczny pomysł. Najpierw lina nad przepaścią , a potem ta cała reszta.

No i z projektem pod pachą należało wyruszyć w drogę. A że droga to i daleka i niepewna należało w nią wyruszyć z tą właśnie palicą w goszci. Żeby złe moce przegonić a tych co się wahają ostatecznie przekonać. W końcu się udało, ale każdy z nas wiedział, że to tylko przygrywka do tego co ma nastąpić później. A żeby cokolwiek nastąpić mogło należało wyruszyć po kasę po raz drugi. I to po grubą kasę.

Wieści jakie przyszły z Urzędu Marszałkowskiego w roku 2011 okazały się nadspodziewanie dobre: projekt Geo- Park Glinka z wysokiego miejsca na liście rankingowej otrzymuje nie mniej wysokie, bo ponad 7 milionowe dofinansowanie. To co jeszcze wczoraj było marzeniem ściętej głowy, dziś jest w zasięgu ręki. Tylko. No właśnie tylko to trzeba jeszcze dobrze wykonać.

Najpierw sam projektuje a potem sam buduje. I z miesiąca na miesiąc to nasze brzydkie kaczątko coraz to bardziej pięknieje i pięknieje. Aż w końcu wygląda tak:

 

Ta krótka historia, która wydarzyła się tu u nas w Ujsołach naprawdę miała być o ludziach. I jest o ludziach. Oni są w tym wszystkim najważniejsi. Bez nich nie byłoby tego wszystkiego co jest dziś. I jakkolwiek by nie patrzeć na perypetie tego miejsca, trzeba przyznać, że właśnie do ludzi, do tych dobrych ludzi to mieliśmy tu i mamy wyjątkowe szczęście.